czwartek, 6 września 2012

Imagin- Harry.

Zdecydowanie jesień jest znienawidzoną przeze mnie porą roku. Tyle wspomnień związanych z jesienią. Tyle osób, tyle dni, których nie zapomnę, a które nie wrócą. Rozmyślałam idąc przez szary cmentarz, w ręku trzymając róże. Cztery krwistoczerwone róże. Krwistoczerwone, bo ich kolor porównuję do koloru krwi osób, których nagrobki zostaną przyozdobione takim właśnie kwiatem. Był listopadowy wieczór. Podążając cmentarną alejką, z głową spuszczoną w dół szłam niczym żałobnik, a w mojej głowie kołatały się tysiące myśli. Szczególnie nienawidziłam listopada. Za dużo dat, za dużo szram na przedramieniu. Stanęłam na chwilę, podciągnęłam po łokcie rękawy szarego płaszcza i spojrzałam na blizny. Każda oznaczała coś, jakieś wydarzenie, jakąś datę. O, przypuśćmy ta, najbliżej nadgarstka. Najstarsza szrama, 5 listopada 2008 - wiadomość o rozwodzie rodziców. Kolejne: 17 listopada tego samego roku - pożar w domu, 24 listopada - śmierć babci. Wtedy długa przerwa w czasie.. i kolejna szrama, znowu listopadowa. 13 listopada 2010 - wypadek rodziców, obydwoje zginęli. Po drodze było jeszcze kilka wydarzeń, aż w końcu najświeższa, 6 listopada 2011- śmierć ukochanego brata, jedynej bliskiej mi osoby, po stracie rodziców i babci. To właśnie dla nich niosłam te róże. Oddałabym wszystko, bym mogła ich jeszcze raz zobaczyć, przytulić. Teraz nie miałam już nikogo. Mogłam liczyć tylko na siebie.
Usiadłam na ławeczce, przy wielkim grobowcu rodzinnym. Łzy toczyły szaleńczy pościg po moich policzkach. Starałam się przypomnieć sobie te osoby. Wszystkie razem i każdą z osobna. Przed moimi oczyma miałam już domek babci, jej bielusieńkie loczki, okalające szczupłą twarz. Zaraz później obraz ten rozmył się i moim oczom ukazali się rodzice. Kobieta i mężczyzna, około czterdziestki. Mama drobna szatynka, tata zaś wysoki, postawny mężczyzna. I wbrew wszystkiemu pasowali do siebie. Obraz przed moimi oczami znów zniknął i pojawił się nowy. Przedstawiał chłopaka. Dwudziestolatka za kierownicą BMW, które dostał od rodziców na 20. urodziny. To wtedy widziałam go po raz ostatni.
Gdy już skończyła się projekcja jakże bolesnych dla mnie obrazów wyjęłam z kieszeni moją srebrną przyjaciółkę i przyjrzałam się jej dokładnie. Podwinęłam rękaw płaszcza i osunęłam się na ziemię, plecami opierając się o ławeczkę. Usiadłam wygodnie i delikatnie zbliżałam metal do mojej skóry.
- Czemu to robisz? - zapytał całkiem nieznajomy mi głos. W tym momencie zauważyłam chłopaka, który siada koło mnie.
- Czemu pytasz? Nie znasz mnie. Nie powinnam Cię obchodzić - powiedziałam nie odrywając wzroku od mojego przegubu. [przegubu - nadgarstka]
- Masz do tego powód ? – co za głupie pytanie. Siedzę na cmentarzu, przy grobie, z żyletką w ręku, cała zapłakana. I nie ku*wa. Nie mam powodu. Tnę się, bo mi się nudzi.
Skinęłam tylko głową na grób i przejechałam metalem po nadgarstku po którym spłynęła krew. Chłopak od razu wyrwał mi przedmiot z ręki, szybko podwinął rękaw i uczynił to samo, co ja jakieś 6 sekund wcześniej. On jednak zrobił sznytę głębiej. Widać, że nie miał wprawy. Dlatego też jego nadgarstek zaczął krwawić bardziej niż mój.
- Czemu to zrobiłeś ? - zapytałam i z przerażeniem spojrzałam na jego zapłakaną i wykrzywioną z bólu twarz.
- Chciałem poczuć, co Ty czujesz. A teraz chodź, musimy Cię opatrzyć - chłopak machinalnie wstał i wyciągnął w moją stronę dłoń.
- A co z Tobą? - zapytałam.
- Mi nic nie będzie.

Po dotarciu do jego domu nieznajomy mi chłopak opatrzył dokładnie moją rękę, od nadgarstka wzwyż. Robił to delikatnie, muskał moją straszną dłoń wacikiem nasączonym wodą utlenioną. Ja tylko zamykałam oczy i syczałam z bólu. Nie chciałam na to patrzeć mimo tego, że gdy sobie robiłam te rany.. patrzyłam. Wbijałam swój wzrok w to co robiłam. Wtedy bólu nie czułam. Bolało mnie serce, tylko..
- Jak się czujesz? – spytał chłopak o kręconych włosach.
- Lepiej, dziękuję że pytasz – szepnęłam. Nie miałam siły na to by rozmawiać. Serce mi wariowało. Nigdy nie czułam tego, co czułam w tym momencie. Przyśpieszone bicie serca i dziwne łaskotanie w brzuchu, gdy on dotykał moją rękę, moją dłoń.
- Cieszę się – uśmiechnął się lekko. Tak w ogóle to jestem Harry – wyciągnął dłoń, a ja po chwili z lekkim trudem zrobiłam to samo. Złapał ją, schylił się i ucałował. Łaskotanie powróciło.
- [Twoje Imię] – uśmiechnęłam się.
- Piękne.. Tak jak i właścicielka tego imienia – zachichotał, a ja się zarumieniłam.
- Teraz ja się pobawię w pielęgniarkę! – zaśmiałam się. Po raz pierwszy od bardzo dawna.
- Proszę bardzo – uśmiechnął się i podał mi swoją dłoń. Położyłam ją na swoich nogach i złapałam czysty wacik, który po chwili nasączyłam cieczą, która miała zdezynfekować rany.
Z taką samą delikatnością jeździłam wacikiem po jego świeżych, krwistoczerwonych ranach.
Chwilami słyszałam jego ciche pojękiwanie, więc lewą ręką złapałam jego dłoń i ścisnęłam, a prawą dokańczałam dezynfekowanie.
- Skończyłam – powiedziałam i pocałowałam go w te miejsca, które sobie zranił. Zarumienił się, a gdy ja zrozumiałam co zrobiłam, sama spaliłam buraka.
- Przepraszam.. gdy mój brat się skaleczył czy po prostu coś zrobił, ja po opatrzeniu mu ran całowałam go w te miejsca.
- Nie masz za co. To było przyjemne – uśmiechnął się. Dwa rzędy jego białych zębów doprowadzały mnie do błogiego stanu.
- Przepraszam, że Cię o to pytam, ale.. dlaczego sobie to robisz? – spuściłam głowę. Jeśli nie chcesz to nie mów.. Zrozumiem – złapał mnie za dłoń.
Po chwili zastanowienia się, opowiedziałam mu wszystko, choć nigdy nikomu tego nie mówiłam. Zresztą.. nie miałam komu. Przecież byłam sama..
Gdy kończyłam opowiadać mu tą historię, poczułam coś mokrego na mojej dłoni. Były to łzy. Łzy Harry’ego.
- Tak bardzo mi przykro – przytulił mnie, a ja poczułam mocny ścisk w gardle, nic nie mogłam odpowiedzieć. Przez około 5 minut, siedzieliśmy wtuleni.. w całkowitej ciszy.
Po rozłączeniu naszych ciał, pocałowałam go w policzek i uśmiechnęłam się. Nigdy nie byłam tak śmiała, by to zrobić.. Kiedyś miałam przyjaciółki, które kochałam z całego serca. Uważały, że jestem piękna, że mogę mieć każdego, ale ja nie umiałam. Byłam i nadal jestem nieśmiała. Gdy wszyscy z rodziny mnie opuścili, ja zamknęłam się w sobie. Przyjaciółki odeszły. Zostałam sama. Kompletnie sama.
Z rozmyśleń wyrwał mnie głos Harry'ego.
- Napijesz się czegoś?
- Nie, będę już lecieć. I tak za długo zawracałam Ci sobą głowę – powiedziałam.
- Nigdzie nie idziesz. Zostajesz tutaj, ze mną.
Nagle poczułam chęć dotrzymania towarzystwa mojemu niedawno poznanemu przyjacielowi.
- Jesteś pewien? – zapytałam już śmielej.
- Jestem pewien tego, że mnie potrzebujesz. Dlatego właśnie się stąd nie ruszasz.
Kiwnęłam głową na zgodę i czekałam na kawę, którą dla mnie robił. Niezbyt wygodną kanapę zamieniłam na wielką, miękką sofę i już po chwili siedziałam tam popijając gorącą ciecz. Zaczęliśmy poznawać siebie nawzajem..

*rok później*

Usłyszałam głośne wołanie Harry’ego.
- Kochanie, mogłabyś zejść na moment?
- Mogłabym! – ruszyłam w stronę schodów. No ale czego Ty ode mnie chc.. – zatkałam sobie usta ręką i zaczęłam płakać. Salon był cały w płatkach róż. Różnego rodzaju świeczki robiły jako światło.
- Kocham Cię! – krzyknęłam, dalej płacząc ze szczęścia.
- Ja Ciebie też – pocałował mnie i wręczył symboliczną czerwoną różę. Nie wiedziałam po co to wszystko. Żadnej rocznicy, żadnego święta..
Uklęknął przede mną na jednym kolanie i wyjął z kieszeni pudełeczko. Zaczęłam płakać i śmiać się zarazem.
- Czy zostaniesz osobą, z którą będę mógł przejść przez całe życie, bez ani jednej łzy smutku i sznyty na nadgarstku? Czy obiecasz, że będziesz najważniejszą osobą w moim życiu? Że kupimy kota i urodzisz mi córkę, której damy na imię Darcy i będziemy tworzyć idealna parę, do grobowej deski?
Nie wiedziałam co powiedzieć.. Poczułam ścisk w gardle, dokładnie ten sam, kiedy pierwszy raz Harry mnie przytulił.
- Tak! – krzyknęłam i pocałowałam go. Wystawiłam swoją prawą dłoń, która trzęsła się jakby dostała padaczki i po chwili miałam pierścionek na serdecznym palcu. Miał on zielone cyrkonie, takie jak jego oczy..
- Mój pierwszy szczęśliwy listopad – powiedziałam i w odpowiedzi dostałam ciepłe ramiona mojego partnera.
- Kolejny będzie jeszcze lepszy – szepnął. W przyszłym roku, w listopadzie weźmiemy ślub.
Po moich policzkach zaczęły lecieć kolejne łzy szczęścia.
- Obiecujesz?
- Obiecuję - odpowiedział Harry i złączył nasze usta w kolejnym namiętnym pocałunku.



Ps. DZIĘKUJĘ ZA TAK DUŻĄ LICZBĘ WEJŚĆ NA MOJEGO BLOGA, JEST MI NIEZMIERNIE MIŁO.. NIE WIEM CO MOGĘ NAPISAĆ. 

ALE CHCE KAŻDEMU KTO CZYTA TEGO BLOGA PODZIĘKOWAĆ Z OSOBNA. 

DZIĘKUJE TYM 8 OBSERWUJĄCYM. NAPRAWDE MASIVE THANK YOU. *__* ♥

KOCHAM WAAS :*

7 komentarzy:

  1. świetny ;*
    Zapraszam :
    http://my-imagines-one-direction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę Ci powiedzieć, że Twój blog jest naprawdę zajebisty ! Inny niż wszystkie :) Przeczytałam WSZYSTKIE wpisy od początku i jestem naprawdę nimi zachwycona.. Niektóre wzruszające, niektóre wywołały uśmiech na mojej twarzy :) będziesz pisać więcej? Mogłabyś się ze mną jakoś skontaktować ? Mój twitter to @madzix8 a to profil na facebooku : http://www.facebook.com/madzia.directionerstyles.1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuje ;) będę starała się coś wrzucać :) mogę ci pisać na fb :)

      Usuń
  3. Nie no kocham twoje imaginy. ♥ Ten jest świetny ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. świetny imagin ! częściej będę odwiedzać twojego bloga <3

    OdpowiedzUsuń